Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szkiełko, myśli zjednoczyć... Raz — dwa! raz — dwa! p. Jan robi pasy, poczym, palcami przebierając, jakby piasek sypał w oczy osobie siedzącej na fotelu, wprowadza ją w sen hypnotyczny. W takim razie nawet Platon albo Napoleon byłby mu przydatny.
Bądź-co-bądź, w swojej sztuce p. Jan doszedł do najwyższej doskonałości. Jednym spojrzeniem umiał wprowadzać „dobre“ medjum w stan głębokiej katalepsji i był wtedy panem jej myśli i woli. Właściwie jednak nie szło mu o to; raczej przeciwnie: dążył on do wyzwolenia jednostki uśpionej nietylko od jej własnej osobowości, ale też od swojej własnej woli; chciał mianowicie dowiedzieć się przedewszystkim, czym jest dusza ludzka, wyzwolona całkowicie od materji, jak i od własnej i cudzej psychiki. Medjum nie narzucał swoich myśli, swoich pragnień, swoich pytań.
Osoba uśpiona stawała się tabula rasa; ale p. Jan tę osobę uśpioną wprowadzał w stan energji samoczynnej i obnażywszy ją tylko ze wszystkiej przypadkowości, pozostawiał jej całą samodzielność i żądał od niej tylko: ujawnij się! ukaż, z jakiej przybywasz płaszczyzny duchów! bądź tym, czym jesteś!
Sumę tej wiedzy, niezależnej od czasu i przestrzeni, a którą zdobył od tych dusz, w katalepsji pogrążonych, p. Jan rozwinął w pewien system absolutu duchowego. To też jego studja były głośne w całym świecie naukowym.
Ale zagadnienie, które już oddawna najbardziej niepokoiło p. Jana, było takie: Z jakich krain na