Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przednim 1909 roku, przed kometą jeszcze ogłosił swoje poglądy w Astronomical Review of G. R. S. of S. Pisze on mianowicie, że kometa wcale nie istnieje; że w pewnym układzie słońc i planet formuje się splot mgieł eterycznych międzyglobowych, które się łączą w nieokreślony a długotrwały obłok świetlny, szczególnej formy, zwany kometą; obłok ten jakiś czas krąży w przestworzach, a potym rozwiany znika; przytym układ taki eterów co pewien okres czasu się powtarza i tak samo powtarza się zjawienie tego świetlnego obłoku.
Blanchard z Paryża ostrą polemikę rozpoczął z Kessingtonem. Dowodził on realności komety i na zasadzie analizy spektralnej wykazał w jej ogonie obecność cjanku potasu, zapowiadając całej ludzkości śmierć z otrucia.
Nic podobnego, jak wiemy, się nie wydarzyło, ale również fałszywa jest teorja Kessingtona. Kometa jest niewątpliwie ciałem realnym; ogon zaś jej, choć się składa z materji nieskończenie rozrzedzonej, to jednak posiada znakomitą sprężystość, jakby kauczuku, w stosunku do atmosfery ziemskiej, która jest niby drugą piłką z kauczuku. Zetknięcie się dwuch takich ciał niewątpliwie pewien efekt wywołać musi. Przy niesłychanej szybkości ruchu komety — uderzenie jej o ziemię nie ma bynajmniej charakteru katastrofy; jest to uderzenie nadzwyczajnej siły, ale bardzo łagodne: skutkiem tego rezultat uderzenia jest prawie nieodczuwalny, ale trwa bardzo długo. W danym razie 64 lata.
Dla tego też owego czasu, dnia 18-go maja 1910