Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dransem Fulgienty omdlał i był zupełnie nieprzytomny w tymsamym czasie, w którym zabity został Sędziak. Potym czuł się nieco osłabiony, wreszcie od pierwszej w nocy do ósmej zrana znajdował się u siebie w domu i na chwilę się nie oddalił, o czym świadczy jego odźwierny, stróż i posługaczka.
Niewyjaśnione były fakta następujące: jakim sposobem sztylet, kapelusz i laska Fulgientego oraz jego bilety wizytowe znalazły się w mieszkaniu Sędziaka; jakim sposobem zabójca mógł pisać moim atramentem fijoletowym, którego tu w kałamarzach nie było; jakim sposobem wypisały się tu zygzaki i słowa Fulgientego; jaka siła wreszcie sprowadziła Fulgientego pod dom Sędziaka.
— Rebus, rebus! — wołał zrozpaczony sędzia śledczy. — Chyba djabeł się tu wmieszał.
Powiedział to głosem tak poważnym i z takim przekonaniem, że nas mimowolny przeszedł dreszcz.
— Nikt inny, tylko djabeł przybrał postać oskarżonego — i on-to popełnił zbrodnię! A może jaka symulacja — dodał już bardziej fachowo.
Blizko miesiąc trwało śledztwo, które nie doprowadziło do żadnych wyników pozytywnych.
Tu nawiasowo zaznaczę, że niemal przypadkiem wpadł mi w rękę dokument, bardzo ciekawy, choć dla sprawy obecnej nie mający znaczenia. Oto na etażerce koło biurka denata, otworzywszy jakąś książkę (coś z technologji), natrafiłem na ćwiartkę papieru, na której był wyrysowany tensam rebus, co to go