Strona:A. Lange - Elfryda.pdf/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uprzedzenia bardzo niemiłe; stójkowi noszą pałasz, którym siekają dzieci; mają też u siebie głęboką piwnicę, gdzie je rzucają pomiędzy szczury i myszy.
Nieraz mu w chwilach niegrzeczności mówiła niańka (albo mama):
— Oddam cię stójkowemu — albo zgoła — Moskalowi!
Heniuś nie ufa temu rodzajowi; wie, że z Moskalem niema żartów, i nie chce się zgodzić na to oddanie. Wyrobił sobie pod tym względem szczególne pojęcie i rozumuje przez analogję. Raz w ogrodzie publicznym, mimo przestróg matki i Anusi, latał po trawnikach, aż jeden pan go zatrzymał i powiada:
— Jeżeli nie przestaniesz psuć trawy, to zawołam ogrodnika...
Heniuś na chwilę się przestraszył, a potym zapytał tego pana:
— A czy pan jest Moskal?
Nieznajomy się roześmiał serdecznie i odszedł, a mama skorzystała z okazji, aby chłopcu dać nauczkę moralną. Heniuś słuchał z pokorą, a potym nagle zażądał piernika, albowiem poeta mówi:
„Widząc to, ojciec przyniósł mu piernika“.
Czytelnik rozumie teraz wielkie znaczenie mityczne, jakie powstało w umyśle Heniusia na tle Moskala-stójkowego. Był to demon potężny, w czapce z daszkiem, o srebrnych guzikach i z szablą u boku; brak mu jeno było tych cech dodatnich, jakiemi się odznaczał, skądinąd przykry, stróż Wincenty.
Człowiek czarny — węglarz — była to prze-