Strona:A. Lange - Elfryda.pdf/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale ja nie warjat... Tylko mówią pobożnie, a ludzie światowi odzwyczaili się od mowy pobożnej, kaznodziejskiej. Mówię zaś panu Stefanowi tak: Niech no pan tu chwilę postoi — to zobaczy pan to, co ja widzę koło tej bramy każdego wieczora, a naprzód niech pan idzie na drugą stronę ulicy, to zobaczymy, jak to się tam odbywa u tych paniów. I oto co było. Pan Stefan myślał, że już tam będzie prawie ciemno, a tymczasem nie; jasność ogromna we wszystkich pokojach. Trudno było dojrzeć, co się tam robiło, ale panie przechodziły ciągle z pokoju do pokoju; ruch, jak na bal! Dopiero w małe pół godziny zajechała przed bramę Nr. 37 kareta, a w karecie dwuch panów — zadzwonili — stróż bramę otworzył — weszli widać na górę — i niedługo wrócili, nie sami, ale każdy z jedną panną, jeden z Julją, a drugi z Lucią — i mama też była z niemi — a obie tak postrojone, że to nawet dziw na taki deszcz! A śmiały się, a chichotały, a świergotały! Pan Stefan myślał, że piorun w niego trzasł... A jeden pan zawołał: — Do Bristolu! — i pojechali... Dopiero panu Stefanowi powiedam: Tak a tak! Że pan jest poczciwy człowiek, to niech pan wie, że te panie, to wcale nie takie, jak pan myślał... Ja wiem, że się pan chciał z jedną żenić, ale Opatrzność pana ochroniła...
W ten sposób dowiedzieliśmy się o powodach zerwania Iwonicza z narzeczoną. Rzeczywiście, mógł chłopiec wpaść w gorzką rozpacz — i nie dziwiłem się teraz, że tyle węgrzyna i burgunda spijał.


∗             ∗