Strona:A. Lange - Elfryda.pdf/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Proszę cię na wszystko, wybierz kogo innego. Ja żadną miarą nie mogę przyjąć tego depozytu. Jestem lekkomyślny — i, Bóg wie, co się stać może wbrew mojej woli i mimo woli. Stracę ci te pieniądze...
— Nie ufam tu nikomu, oprócz ciebie. Choćbyś nawet coś niecoś stracił, nie będę miał do ciebie pretensji — —
— A jednak — —
— Dajże pokój! znamy się przecież od dziecka...
To mówiąc, wręczył Ksaweremu pieniądze; pożegnał go i wyjechał.
Ksawery natychmiast wrócił do domu, pieniądze schował do biurka i krążył koło niego zdaleka, podziwiając własną energję. Jeden dzień nawet nie pokazał się w klubie; postanowił przeczytać parę książek, czego już oddawna nie robił. Niestety, gdy powoli przenikał w misterja Montépina, nazajutrz rano zjawił się u niego Paweł, który go troskliwie wypytywał o zdrowie; dla czego się nie pokazuje? czemu to hr. Stefan wyjechał? Nadzwyczaj interesującą grę mieli wczoraj X. i Z. Zaczął mu tę grę opowiadać i rozpalił jego wyobraźnię. Ściągnął go do klubu i tak zhypnotyzował biedaka bez woli, że ten zaczął grać — i ta gra skończyła się najfatalniej. Cała suma, dziesięć tysięcy r., przeszła do kieszeni Pawła.
Ksawery, który własny majątek posiadał bardzo szczupły, rozpaczał bez granic; przeklinał siebie, chciał popełnić samobójstwo, ale jakoś się rozmyślił.
W całym klubie sprawa ta w jednej chwili była