Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w długich, ciężkich wyprawach myśliwskich i wojennych.
Czultun pracował przy strumyku nad przyrządzeniem worów ze skór jelenich.
— Przecież mamy dużo worów, które uszyła nam siostra ze skór zabitych sajg i dżereni? — pytał Henryk przyjaciela.
Lecz Mongoł trząsł głową, w dalszym ciągu mocząc, myjąc, oczyszczając skóry, i mruczał:
— Tamte wory na nic...
— Dlaczego? Wcale dobre, mocne wory — niecierpliwił się Romek, słuchający mruczenia Czachara.
— W tych worach powieziemy wodę... — rzekł nareszcie Czultun. — Skóry muszą być całe, bez żadnej dziury, bez najmniejszego skrawka tłuszczu lub mięsa, gdyż inaczej woda szybko się zepsuje...
Po długiem moczeniu, myciu, drapaniu Czachar żyłami jeleniemi pozawiązywał nogawice skóry, a w jedną z nich wstawił starannie ostrugany czopek.
Nalana do worów woda prawie nie wyciekała i po kilku godzinach zachowała dobry smak. Dzieci śmiały się wesoło, gdy Czultun, zacisnąwszy napełniony wór, wyciągnął czopek i wnet polała się struga czystej wody, jakgdyby z prawdziwego kranu.