Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czynkę łbem i zapuścił oko do kieszeni. Jeszcze raz dostał poczęstunek.
W taki sposób zresztą, stosowany również przy tresurze koni w cyrku, mała Irenka najlepiej ujarzmiła dzikiego „Łakomca“.
Podczas gdy chłopaki, a nawet sam Czultun, jeździec niezrównany, przy niespodziewanych wybrykach i figlach wierzchowców, nieraz spadali im przez głowy lub zlatywali nabok, „Łakomiec“ nigdy sobie na figle takie nie pozwalał.
Coprawda, zawsze dopominał się za to nagrody.
Przekręcał łeb, cicho rżał i patrzał tak wyraziście, jakgdyby chciał powiedzieć:
— Widziałaś, co tamte szkapy wyprawiają? Ja też tak mógłbym, lecz nie chcę… A dziś co masz dla mnie w kieszonce?
Irenka rozumiała myśli dzikiego kucyka i częstowała go. Szedł potem z dumnie podniesioną głową i głośno chrupał sól lub cukier, sapiąc i prychając z zadowolenia.
Tak to sprytny Czachar i dobra dziewczynka ułaskawili i ujeździli wściekłe, śmigłe rumaki z pustyni Szamo.
Wyjeżdżając na bezbrzeżną płaszczyznę, nieraz widziały dzieci długie sznury ptactwa, odla-