Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tłoczą się przy uczt stole głodni biesiadnicy,
Część im zostaw w dorywczym festynie —
Bo twój puhar się wzniesie o Duchów godzinie
Jak wodotrysk białemi osrebrzon księżycy!...

W świątyni jasnej Ducha sztuka Ci pokaże
Twe serce położone na Dzieła ołtarze
Jak Cymboryum w kadzielnic błękitnym oparze.

Myślą panuj nad Wiekiem, oddychaj przestworem
Bez Nadziei, Nadzieja jest krwawym upiorem,
Żyj godziną twej Myśli kryształowym tworem!...


III.

Jękiem skrzypiec łkających Życie się rozżala —
Tłum zaś mrowi się, tłoczy, opada, znów płynie,
Przez to Morze tęsknoty mknąc jak brudna fala
Rad i w bezdeń Dni próżnych dał nam Godzinie.

Sztuka tylko samotna smyczek dzierżąc w dłoni
Ów smyczek seraficzny w dyamentow przeźroczy
Gwiazdy — tony, dobywa z ołowianych toni —
A u stóp jej Śmierć cicha ma siostrzane oczy...

Serca zwiędłe zdeptane!.. Łez i bolów zgrzyty!
Więc śmiało ty się wzbijaj w lir fletni błękity
I Duszę swoją rozkwieć liliowym Snem — Kwiatem!

Nad ziemią małą chciwą — nad tą ziemią zdala
Jękiem skrzypiec łkających Życie się rozżala.

O Serce! ty osłonić daj mi się za Światem!..