Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WIZYA.

Widziałem siebie w czarnej granitowej trumnie,
Którą jasność piorunu posępnie oświeca...
W sinem świetle błyskawic skąpane me lica
Uśmiechają się zimno, szydersko i dumnie...

W głowach trumny dopala się czarna gromnica,
I szatana twarz smutna pochyla się ku mnie,
Bezdennemi oczami patrząca rozumnie
Ma mą bladość w zielonym poblasku księżyca...

Szatan przykrył mnie czarnem, granitowem wiekiem,
Dźwignął trumnę na ciemne, atletyczne bary
I z trudnością przy gromów huczeniu dalekiem

Poniósł ciężar z ołowiu w zamglony świt szary,
Zapłakawszy łzą krwawą nad strasznym człowiekiem,
Ze spokojnym uśmiechem idącym na mary...

(Warszawa).
Wacław Wolski.