Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IDĘ KU TOBIE...
I.

Idę ku Tobie... a myśl mię wyprzedza,
Lecąc wśród mgławic, jak spragniona kania;
I chociaż niewiem Twojego nazwania:
Czy imię Twoje spokój dusz, czy Wiedza —

Idę ku Tobie... Choć mgły nie rozrzedza
Wzrok, ni przedemną drogi nie odsłania,
Choć mię strach ziębi i bojaźń zbłąkania,
Gdy mi ostatnia we mgle ginie miedza —

Idę ku tobie... Zaparciem pielgrzyma,
Ufnością dziecka idę wśród padołu,
Ze mną tęsknica i ból mój pospołu...

I nie wiem, kędy droga się zatrzyma:
Czy tu na ziemi, na słońcu, czy w niebie —
Idę i szukam, jakbym szukał siebie...



II.

Przez puste tłoki i łopuszne ściernie,
Przez osty polne, iglaste jałowce,
Przez urwiskowe, przepastne manowce,
Raniąc swe stopy o przydrożne ciernie —

Idę ku Tobie... Dokoła mnie czernie
Błądzą stadami, jak stracone owce;
Błądzą, szukając paszy, ludzie­‑dniowce,
A trawy ljaste ścielą się obszernie...

Czas, niby dzięcioł, lata w drzewach kuje.
A ja, wśród młodych i starych pokoleń,
Zasłuchan w przyszłą godzinę wyzwoleń —

Idę ku Tobie... i choć sercem czuję,
Że nie odnajdę Cię, aż w cichym grobie,
Przez łzy, konania, ból — idę ku Tobie...

Władysław Orkan.