Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kiedy masz zapałki.
— A jak ich nie mam?
— To takaś głupia, że nie warto na ciebie i spojrzeć.
— To po co spoglądasz?
— Gdzie będę patrzał, na ściany, drzewa, abo kominy?
— Patrz, na co chcesz! Takam ci mała, że dobrze trzeba oczy wytrzeszczać, żeby mnie ujrzeć.
Chłopak usiadł obok niej, przysunął się i zaczął serdecznie:
— Maryś, dajże choćby ze dwa grosiki na szeroki placek! Podzielimy się...
— Do mojej chusteczki musiałam dołożyć całą szustkę, a jeszcze muszę kupić za cztery herbaty i za cztery cukru, bo jakoś matczysko skarży się na bok.
— Bój się Boga, a wieleźeś dziś utargowała, kiedy kupujesz chustkę i takie­‑ci specymeny chcesz zanieść starym — co?..
— Trzydzieści!
Chłopak się zerwał.

Sewer.
(Dok. nast.)