Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


od pierwszego spojrzenia poczuł ową antypatyę, jakiej nie możemy nigdy dokładnie pojąć, a jaką uczuwamy całą naszą istotą, zaczął składać jawne hołdy wybranej jego serca. Zdawało mu się też, słusznie czy nie, że banalne jego frazesy podobały jej się. Z początku doznawał jakiegoś palenia w sercu — potem wyobrażał sobie, że jakaś część istoty antypatycznego człowieka wniknęła w istotę ukochanej i objęła ją całą, a że człowiek ten był mu wstrętnym, przeto nagle — uczuł wstręt i do niej. Widok jej przejmował go tą samą odrazą, jakiej doznawał na widok owego rywala — a było to czemś niezrozumiałem ale i nieprzezwyciężonem. Zdawało mu się, że ciało jej i dusza napełnione są nową jakąś materyą, z którą się jego istota połączyć nie może. Obrzydzenie odpychało go od niej instynktem, tak, jak kiedy nasze zmysły i nerwy smaku i powonienia unikają wszelkiego zetknięcia się z czemś wstrętnem.
Znam także pewną młodą dziewczynę, której zdarzyło się zupełnie to samo. Zaręczyła się z człowiekiem, którego kochała z całego serca. Oboje byli pewni, że są dla siebie stworzeni. Narzeczony zabrał ją raz z sobą, aby ją przedstawić swoim rodzicom, i gdy ujrzała ojca, uczuła