Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I te fale ciszy morskiej, te z nich, co najcichsze,
Co się kładły u stóp moich z skargą niewolniczą,
Wstaną z głębin swoich wolne i w ogromnym wichrze
Pójdą skruszyć brzeg, co stawiał tamę im strażniczą...

Może łódkę mą pochłoną, bladą skroń zaleją,
Lecz konając śpiewać będę, wicher mi zawtórzy,
Żem wśród sennych tych bezmiarów jeden żył nadzieją,
Żem śmiał pośród ciszy wielkiej być zwiastunem burzy.

J. S. Wierzbicki.