Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słucham! szmer jakiś?! Nie, to w mem łonie
Serce tak bije, tak tętni tu...
Ach, ono jedno cierpi i płonie,
Ach, ono jedno lęka się snu! —

Wielka, straszna jest ta cisza — owa śmierć żywiołów,
Gdy grom milczy w bladej chmurze, usnął wiatr w przestrzeni,
Niebo duszne jak więzienie, ciężkie niby ołów
I twarz słońca nad otchłanią wisi bez promieni. —

Lecz ja znałem większą ciszę, co się rozpostarła
Nad ludzkością, konającą w znicestwieniu ducha,
Gdy świat olbrzym miał w swej piersi drobne serce — karła,
A pierś była jak noc cicha, jak milczenie — głucha.

Ach! tak cicho, aż rozstapiam się w tę wielką ciszę,
Dusza ma się ztem milczeniem w jeden akord splata!
Ach! tak cicho! mnie się zdaje, że w tej chwili słyszę,
Jak przewiewa nad otchłanią tą płacz wielki świata.