Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PERCY BYSSHE SHELLEY.

Magnetyzująca kobieta do swego medyum:[1]

„Śpij, śpij! Zapomnij troski świata...
Już na czole ręka leży...
Nad twym mózgiem duch mój wzlata...
Nad sercem litość, przyjacielu biedny!
A z mych palców płynie świeży
Prąd życia sił, co krążąc w tobie, błogą
Moc przeciwko troskom życia szerzy...
Sił, co się wszakże zlać w istności jednej
Z twemi nie mogą!

„Śpij, śpij! — Nie kocham cię — a przecie,
Gdy myślę, że ten, co w dolę
Moją wplata samo kwiecie
Tak jak w twe losy ciernie nieprzerwanie,
Te same cierpiałby bole,
Jak ty zgubiony — i nie moja ręka
Leżałaby na jego czole,
Jak ta na twojem, łagodząc konanie —
Serce mi pęka!

„Śpij, śpij snem śmierci, snem co w bycie
Nieurodzonych się splata...
Zapomnij miłość i życie...
Zapomnij, że na cierpień wrócisz drogę...
Zapomnij bezmyślną świata
Wzgardę, stracone zdrowie, sny co poją
Młodzieńczy wiek, który ulata
Z nimi — i mnie zapomnij, gdyż nie mogę
Nigdy być twoją.


  1.