Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


LILLI. Nazywaj mnie dziewczyną... nie jestem niczem więcej. Ach pozwól pani, spojrzyć na siebie! (Stoi przed Borghildą i składa ręce). Jaka pani piękna! Zupełnie, jak słońce! To dlatego on.., (Pada na kolana, całuje kraj sukni Borghildy, zrywa się szybko i wybiega, zasłaniając oczy ręką).
ODDO. Mój amanuensis. Czego chcesz odemnie?
BORGHILDA. Czy widzisz mnie?
ODDO. Widzę cię.
BORGHILDA. Pamiętasz, żeś mnie całował?
ODDO (z naciskiem). To pamiętam.
BORGHILDA. Czy pamiętasz wszystko coś mi mówił?
ODDO. Słuchaj mnie, Borghildo!...
BORGHILDA. Usta moje tęsknią do pocałunków... Łono moje pragnie twoich uścisków... Noc za nocą mija...
ODDO (postępuje ku niej z wyciągniętemi ramionami).
BORGHILDA (odsuwa go ręką). Nie dotykaj mnie! (z mocą). Zgasiłeś światło mego życia!
ODDO (bierze czerwoną flaszkę, podnosi ją w górę, uroczyście). Oto Borghildo — oto jest światło życia, które ty wznieciłaś! (Borghilda wyciąga rękę, Oddo machinalnie podaje jej flaszkę, Borghilda chwyta ją, patrzy pod światło, podnosi w górę i rzuca w naczynie z wodą, stojące w pobliżu).
ODDO (z wściekłością). Precz!
BORGHILDA (stoi).
ODDO. Nienawidzę cię!... nienawidzę twego łona!... Nienawidzę twoich oczu!... Nienawidzę twoich włosów!... Precz!
BORGHILDA (stoi nieporuszona, powoli z naciskiem wymawiając każde słowo). Gdy Borghilda stanie się światłem twego życia, wezwij ją!

(Zasłona spada).