Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Atomy, to te, co się rozprzęgły, czy nie?... te, co to mówiłeś o nich wieczorem w niedzielę,... kiedyś mnie uczył o gwiazdach... gwiazdach wewnątrz ciała... te, co to nie leżą tak, jak powinny?
— Tak, poznaję po tobie! To one. Nie myśl, że cię nie widzę, doktorze, bo ciemno! (Zabiera filiżanki i wstawia je do szafy. Ukradkiem spojrzała na Odda, który usiadł i zapatrzył się przed siebie. Staje przed nim i mówi powoli, z naciskiem).
Otóż jest, znowu!
(Opuszcza się w milczeniu i kładzie się na skórze. Wybucha płaczem, przechodzącym w łkanie).
ODDO (który teraz dopiero ją spostrzegł) Co to? Co ci jest, droga?
LILLI. Ach ten wzrok... (szlochając) ten wzrok... (chwyta się za pierś). Tak się przestraszyłam....
ODDO (głaszcząc ją po włosach). Biedna Lilli! biedna Lilli! (Po chwili wstaje i wychodzi). Muszę wyjść za małym sprawunkiem, zaraz wrócę.
(Lilii zostaje w tej samej pozycyi, z głowa ukrytą w skórze. Od czasu do czasu wstrząsa nią łkanie. Tymczasem zciemniło się zupełnie, tylko odblask latarni w ulicy oświetla pokój. Słychać dzwonek).
LILLI (zrywa się) Czy ktoś dzwonił? (znowu odzywa się dzwonek). Któż to może być? (wychodzi wraca z Bergiem).
LILLI. Tak ciemno, zapalę lampę. (Świeci)
BERG. Czy długo zabawi?
LILLI. Nie.
BERG (rozglądając się) Pani może jest jego amanuensisem?
LILLI. Jestem jego elew... (dumnie) jego uczniem.
BERG. Jego uczennicą, no­‑o... Pani pozwoli że się rozejrzę?
LILLI. Dobrze, ale proszę być ostrożnym.
BERG (ogląda każdą flaszkę długo i dokładnie, mówiąc od czasu do czasu). Ta­‑ak. (Znajduje nakoniec na stole księgę, którą z żywem zajęciem bada. Potem przechadza się po pokoju z rękami na plecach. Nagle staje przed Lilii, pytając ostro i prędko).
Czy sądzisz, że znajdzie zasadę?
LILLI (z przekonaniem). Tak!
BERG (siada, ponuro, surowo). Nie! Żadne śmiertelne stworzenie nie znajdzie! Dyabeł tylko podsuwa takie myśli. (Zapada w zamyślenie, spokojniej, z niewymownym smutkiem). Żadne śmier-