Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to jest prawo, doktorze? Straszno mi zawsze, gdy słyszę to słowo.
ODDO. Jestto coś, co przechodzi z ciała do ciała, od istoty do istoty....
LILLI (przerywając). To zupełnie, jak druty telefoniczne? Czy w niem też szumi?
ODDO. Wyobraź sobie, że jesteś na środku telefonicznego drutu. Szumi tani i szumi. Przechodzi nim mnóstwo praw, ale ty nie rozumiesz, co to. Dla ciebie to tylko szmer, innym stanie się on wyraźnemi, pojedyńczemi słowami. Tak samo jest z prawem.
LILLI. Ach Boże! toż prawo jest przecież czemś dobrem. Jakie to ładne! I to przechodzi cały świat?
ODDO. Tak.
LILLI. Zupełnie jak po tych deszczułkach z kolorowymi paskami, nieprawdaż? Co one przedstawiają?
ODDO. Rurki włoskowate.
LILLI. Jakie to ładne, czy w tem też jest dusza?
ODDO (milczy).
LILLI. Znowu nie odpowiadasz... Jest. Wiem, że tam jest dusza! Ach jak to pięknie! To świat zupełnie jest podobny do człowieka a te... prawa, to nerwy i reszta?
ODDO. Uważaj teraz, skoro dla wszystkiego było jedno prawo, podług którego można się było kierować, skąd rozchodziły się wszystkie nici, możnaby od niego zacząć.
LILLI. Zacząć?
ODDO. Tak, zacząć na nowo składać.
LILLI. Składać? Co składać?
ODDO. Atomy.
LILLI. Atomy! Znowu z atomami wychodzisz? Sądzę, że powinno być jakieś uczciwe słowo, które możnaby rozumieć!