Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale mawiano nieraz: »Cóż mu?! Jakiś dziwak. Pewnie jakaś tajemnica?!
Pewnej młodej kobiecie pokazał najpierw tę książkę; i dał jej do czytania.
Czytała. Skoro doszła do miejsca: »Wczoraj powiedziałaś mi: »drogi Alfie«; czy to twoja myśl?! — zatrzymała się. Potem czytała dalej, do końca.
— Cóż ci? — zapytał małżonek, wracając do domu.
— Nic!... — odpowiedziała i poczęła całować jego słodką rękę, bez przerwy, cały wieczór.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Skarbu, znalezionego na ciernistej drodze, nie używaj sam z drugą osobą! Daj go wszystkim!
Nie bój się! Odkryj tajnie serca swego równo myślącym!
Bądź silnym! Rzuć w świat myśl swoję! I daj się ukrzyżować!

Taka myśl obudziła się w sercu jego i trapiła je.
Jednego wieczora wystąpił czarno ubrany, w białym krawacie — w obszernej, pięknej sali, wyszedł na małe podium, przysunął srebrne lichtarze, czekał chwilkę i odważnie i silnie rzucił skarb w świat! Nic wokół nie widział, tylko swego przyjaciela, książkę i jej pierwszą czytelniczkę, siedzącą z mężem w pierwszym rzę-