Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i padla nieżywa — — — prosta, łagodna śmierć! Zapomniała nawet o tańcu, pomaszerowała poprostu — — —
— Oh! — rzekła dama.
A jednak z twarzyczki okrutnego brązopłowego dziecięcia widniała głęboka piękność i przyszła dusza — — —
Twarz szlachetnej damy zaś była zwietrzała i blada.
Nikogo już radością, ciepłem i światłem darzyć nie będzie.
Dlatego współczuła z rybką.
Czemu ma konać, skoro jeszcze życie ma w sobie?!
A jednak rzuca się w górę i pada nieżywa — — — prosta, łagodna śmierć.
Dziecię łowi dalej z wielką, niewzruszoną powagą łowcy. Śliczne, cudowne jest z swemi wielkiemi, niewzruszonemi oczyma, z swemi brązowopłowymi włosy i nóżętami gazeli.
Może i ono kiedyś litować się będzie nad rybką i mówić: Je ne permettrais jamais, que ma fille s’addonnât à une occupation si cruelle!...
Ale delikatne te porywy duszy wykwitają dopiero na grobie wszech snów minionych, wszech umarłych nadziei — — —
Zapuszczaj tedy dalej twą wędkę, wdzięczna dziewczynko!
Bo, o niczem nie myśląc, piękne przecież prawo w sobie nosisz! — — —
Zabijaj rybkę i zapuszczaj wędkę!