Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W razie przybycia wielu dzieci kobieta niszczy się zupełnie. Podziwialiśmy we Francyi wielkie rodziny angielskie. Zazdrościliśmy tej rasie, która zachowała dość siły na zniesienie takiej płodności bez zmęczenia. Zdaje się, że myliliśmy się. Znużenie w końcu nadeszło, a matki licznych rodzin są prawie zupełnie wyczerpane, podobnie jak kobieta Mony Caird. Błagają litości dla swych ciał udręczonych, dla młodości swej zwiędłej, dla „istoty ludzkiej“, która w nich jest, która chce się rozwijać, i która poświęca się w imię funkcyi kobiecych. „Ileż to tysięcy kobiet jest takich, dla których rodzenie dzieci jest nieznośnym ciężarem, które z tego powodu oddają się dzikiej rozpaczy, i które chętnie poniosłyby śmierć, byle tylko uciec od tej rozpaczy!“
A gdzieindziej: „Zawisłość jest przekleństwem naszych małżeństw, naszych ognisk domowych i naszych dzieci — naszych dzieci urodzonych z kobiet, które nie są wolne, które nie mają na tyle wolności, żeby odmówić. Gdyby to było możliwem, to ciekawem, chociaż bardzo przykrem prawdopodobnie, byłoby zbadanie, jaki jest stosunek ilościowy dzieci, które przychodzą na świat z wolą matek... z wolą zupełną, wyrażoną bez względu na ustępstwa należne obowiązkom lub obawie, że doznaje się uczuć zakazanych“.
Właścicielka sklepiku z sześciorgiem dzieci myślała o otruciu się i uczyni to, jeżeli po raz siódmy zajdzie w ciążę. Mąż jej śmieje się z jej narzekań: czyż niema wielu innych kobiet w takiem położeniu? Mimo to piękne rozumowenie czuje się nieszczęśliwą.