Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o zjawiskach niezłomnej rzeczywistości. Szedł za Ritą.
Chciał zespolić się z nią całkowicie i bez strachu zapuścił się w krainę złudy. Z początku pamiętał, że opiekuje się chorą, i wierząc w jej urojenia udaje. Zaciekawiała go moc jej wyobraźni, śledził zawiłe, niedocieczone drogi, któremi zjawy czystego zmyślenia przechodzą w jej mózgu w rzeczywistość. Słuchał gdy opowiadała swoje dziwy i dziwolągi i nigdy nie zaprzeczył, nawet nie okazał zdziwienia. Niebawem wplótł się sam w tok jej myślenia i godzinami mógł przebywać z nią w bezkresach nieistniejącego świata, a gdy ją żegnał i wychodził — budził się. Czasami, zresztą, niezupełnie.

— Wczoraj o zmierzchu wypędziło mnie coś z domu, nie mogłam usiedzieć, przenosiłam się z pokoju do pokoju, wreszcie, nie mogąc dać sobie rady... A pan, jak na złość, nie przychodził... Więc poszłam do ojca, zajrzałam — siedzi przy lampie, trzyma jakieś papierki i płacze... Nie spostrzegł mnie. Powinnam była zapytać go, co mu jest, pocieszyć, utulić... Zła ze mnie córka, ten płacz mnie właśnie odtrącił, ulękłam się czegoś, uciekłam... Na dworze ciemno, wiatr, na moście tak zadęło, że szłam trzymając się balustrady... Błąkałam się bez celu jak obca... Może zajść do sklepu, kupić cośkolwiek? Może wstąpić do kościoła? Ale kościoły o tej porze zamknięte. Od dawien dawna, ach od grudnia zeszłego roku nie byłam u nikogo ze znajomych — a nuż pójść na chwilę do Steindorffów, tam zawsze