Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gółową dyskusję, nie wypytywała o nic.
Generał swoim nosem kontrwywiadowczym wyczuwał w niej grubą niebezpieczną zwierzynę, więc myślał, dociekał i wreszcie, gdy czas upływał na niczem, zatrzymał się na koncepcji nie opartej coprawda na faktach, ale posiadającej wszelkie cechy prawdopodobieństwa. Eva nie zamierza go wciągać bezpośrednio w swoją aferę, poprostu jest on jej potrzebny i nawet nieodzowny jedynie jako osłona przed podejrzeniami. Stosunek miłosny z głównym szefem kontrwywiadu, o czem wiedział cały Berlin, zapewniał jej absolutne bezpieczeństwo przed obserwacją i inwigilacją ze strony przeróżnych agentur, które wówczas, w czwartym roku wojny rozrosły się potwornie i przenikały wszędzie, zwłaszcza w stolicy. A wreszcie, w wypadku uwikłania się w śmiertelne sidła miała prawo oczekiwać z całą pewnością, że będzie uratowaną, a przykra sprawa nigdy nie wyjdzie na światło dzienne.
Za taką osłoną Eva spokojnie mogła zarzucać sieci, kędy chciała. Stały przed nią otworem najwyższe koła towarzyskie, wszystkie salony Berlina. Ubiegano się o nią, otaczano ją uwielbieniem. Znała nieprzebrane mnóstwo ludzi i na tem polegała trudność wykreślenia ściślejszego terenu na którym mogła przeprowadzać swoje plany.
Swojego czasu w męczarniach zazdrości generał puścił był za Evą sforę swoich agentów i agentek z policji politycznej, a niezależnie od tego i z kontrwywiadu wojskowego. Ale i ci łapacze i tamci,