Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szej sprawie. Mogła pani pomącić cały system obrony, odciągnąć daleko nasze strategiczne rezerwy i ogołocić prawdziwy odcinek ofensywy... Pani autorytet dla pewnych osobistości w Paryżu stoi tak wysoko... Ale proszę się nie martwić — nie stało się nic złego, upewniam panią, choć nie mam jeszcze oczywiście żadnych informacyj. Bowiem pozwoliłem sobie z tym samym gońcem przesłać moje spostrzeżenie pod adresem szefa gabinetu ministra wojny i doręczyć mu je poufnie. Uczyniłem to, choć nie mam prawa korespondować z nikim poza naszym generałem.
— Przede mną go pan ostrzegał? Jak pan śmiał?
— Nie jestem z natury nieśmiały. Poprostu napisałem, że wedle mojego zdania dokument może być zarówno autentyczny jak i rozmyślnie podsunięty, gdyż nie chciano mi wyjaśnić jego pochodzenia.
— Nie jestem obowiązana wtajemniczać pana w moje stosunki. Proszę mi się nie narzucać na spowiednika.
— A jednak źle pani zrobiła. Zresztą, ręczę, że i bez mojego ostrzeżenia tam w Campiegne u Pétain’a sami daliby sobie rady z entuzjazmem generała Dubreuil i z należytą oceną pani zdobyczy. I proszę się tak nie złościć, niechże się pani nie wstydzi tej pierwszej porażki. W naszym zawodzie takie zawody to chleb powszedni.
— Proszę mnie nie załączać do pańskiego fachu! Jestem wolnym człowiekiem i robię co mi się podoba!