Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tętnem frontu wraz z braćmi walczącymi na dale kich polach Francji. Grozą i chwałą przenikł dusze pierwszy komunikat Głównej Kwatery, ogłoszony dopiero w trzecim dniu kolosalnej bitwy. W jego spiżowej powadze, rozmyślnie miarkującej słowa, by nie budzić przedwcześnie wygórowanych ludzkich nadziei, objawiła się moc i głębia wielkiego eposu Niemiec.
— Od trzech dni armje wszystkich szczepów niemieckich stoją w ciężkich walkach w dorzeczach Sommy, Scarpy, Oisy.
Z dnia na dzień śledzono na mapach błyskawicowe rzuty ataków. Front brytyjski oderwany od linij francuskich... Anglicy zgnieceni i pędzeni ku morzu... Główna siła natarcia prze prosto na Paryż, bombardowany bez przerwy przez fantastyczną baterję — cud genjuszu niemieckiego...
Wraz z chwałą zwycięstwa, które było pierwszym aktem wiosennej walki o wymuszenie niemieckiego pokoju, spadła na kraj żałoba straszliwych strat. Zagarnęła ona rodziny i domy, oszczędzone aż dotychczas — szczęściem, trafem, modlitwą błagalną matek i żon. Upajało zwycięstwo a jego cena wzbudzała przerażenie.

W ostatnich dniach ofensywy, 5 kwietnia padł pod Montdidier pan oberst zu Steth Schulzburg. Eva przeniosła się do biednej Lisbeth i pielęgnowała ją w nieszczęściu. Pożycie baronostwa nie należało do najlepszych, ale bądź co bądź, taki cios...