Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/343

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niedalej jak przed trzema tygodniami nieszczęsny van Trothen błagał mnie, żebym uciekała przed zemstą niemiecką i usłuchałam go. A teraz oficer francuski nagli mnie, bym uciekała przed pomstą Francji. Ależ to się nie mieści w głowie! To wojna pana zmogła, panie Percin, pan cierpi na urojenia!
— Kochałem cię, Evo — odrzekł kapitan głosem zduszonym i beznadziejnie smutnym — i chciałem cię ocalić. Ty wspaniała!... Ty gwiazdo!... Poco ci ginąć marnie w poniżeniu, w hańbie, twójże to los?
— Proszę się nie obawiać, nic mi nie będzie — i doprawdy już do widzenia!
— Ejże... Ejże... Opamiętaj się! Nie igra się z wojną, Evo Evard!...