Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/342

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A więc sprawa jest na najlepszej drodze i nareszcie dajmy temu spokój!
— Hipoteza ta została stanowczo odrzuconą! Tak orzekli ludzie poważni i rzetelni, ci, w czyich rękach znajduje się pani los, a więc — biada pani! Pani wie co to jest sąd wojenny, nasz conseil de guerre? To straszliwa, ślepa machina, powołana do tego, żeby tępić zdradę, żeby ścigać i mordować sam jej cień! Niech pani wie, że z chwilą, gdy pani zostanie uwięzioną, cała opinja Francji i krajów sprzymierzonych obróci się przeciw pani! Podczas śledztwa i sądu wszyscy jednym wielkim głosem będą się domagać pani głowy! Niech się pani postawi na miejscu członków sądu, którzy ponadto będą mieli przeciw pani fakty, zeznania, dokumenty.
— Ależ chyba oni są od tego sędziami, żeby odróżnić prawdę od fałszu? Żeby się oprzeć na„ciskowi ogłupionej opinji! Kimkolwiek będą ja zgóry ufam ich rozumowi i sumieniu, zresztą nie skazuje się tak łatwo Evy Evard, ulegając jeno pozorom — i zbrodniczej zachciance niemieckiego generała. Niech pan już nic nie mówi, to się na nic nie zda. Przyjmuję wyzwanie losu! Doprawdy, byłabym niespełna rozumu, gdybym uległa pańskim namowom.
— Ależ ja wybłagałem, wyżebrałem dla pani trzy dni zwłoki, ręcząc za panią honorem... Może tam w duszy radziby byli nawet dać pani uciec... A gdy minie ten czas...
— Panie kapitanie, ja panu powtarzam, że musiałabym być chyba obłąkaną, żeby usłuchać pana.