Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wszystko jak demon. Ta się nie zmiesza, nawet się nie zająknie w krzyżowym ogniu pytań ani wi śledztwie, ani na sądzie, przeciwnie, swoją bezczelnością jeszcze skonfunduje panią. A przytem jest nauczona, wytresowana, zaopatrzona w dowody rzeczowe...
— Sfałszowane!
— Dokumenty dobrze podrobione są zazwyczaj lepsze i jeszcze bardziej przekonywujące niż autentyczne, to rzecz oddawna znana.
— Ależ ja odkryję całą intrygę, dam dowody skąd płynie nienawiść do mnie Sittenfelda, o tem wie cały Berlin! Na każde moje słowo znajdę świadków!
— Proszę pamiętać, że niema mowy o świadkach, którzy są w Berlinie!
— Mój adwokat zażąda od nich zeznań na piśmie, sto wybitnych osobistości potwierdzi moje słowa!
— Pani adwokat będzie zbyt rozumnym człowiekiem, żeby w Berlinie szukać świadków, a choćby to uczynił, ani jedna ze stu wybitnych osobistości nie napisze słowa na korzyść pani, gdyż tam rozgłoszono już, że pani była agentką francuską.
— I tę własną agentkę prześladują sądy francuskie? Moi Niemcy nie są znowu tak strasznie głupi.
— Pani Evo, niech się pani nie upiera, niech pani zostawi na boku drażliwości honoru i najsłuszniejsze ambicje. Zdradzę pani, że moja hipoteza o intrydze niemieckiej była nawet rozważana gdzie należy...