Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znanych pobudek i tanfar wojskowych z wiórem akordów żałobnego marsza.

La croix bleu te fait tout vert,
La croix verte te peint en bleu.
Et la jaune plonge tout en noir
En brulant tes yeux.

Soldats, gardę à vos masques!
Il est permis de choisir...
Soldats, gardę à vos masques!
C’est pour vous faire plaisir...


Evie zdawało się, że słucha niemieckich piosenek okopowych na zebraniu „Kassiopei“ w Berlinie przy akompanjamencie „banjo“, zdobytego na murzynie francuskim pod Arras. Gwałt i zamęt były takie same, taka sama rozhukana młodzież wojskowa, urlopnicy, szpitalnicy inwalidzi, tylko mundury były nie „feldgrau“ a „bleu horizon“. Te same anegdoty, dowcipy, bunty, przekleństwa i drwiny ze wszelkich świętości a w gruncie wieczyście to samo młodzieńcze ofiarne męstwo.
I tu i tam wojna zużyła już wszystkie szczytne hasła, modlitwy, zaklęcia. Oficjalni poeci, dziennikarze nawołujący do wytrwania, owi znienawidzeni zawodowcy, którzy robią zapał bojowy, „les bourreurs des crânes“, wyszargali już do cna wielkie słowa, proklamacje, manifesty, ody bohaterskie, epitaphia żałobne, produkowane masowo, w ciągu czterech lat,