Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


które zawsze i wszędzie przyczepia się do niej, pójdzie z jednym przewodnikiem, umęczy się, odetchnie czystem szczytowem powietrzem. A potem; będzie usiłowała pracować.
Dawno już marzył jej się własny film, utwór w wielkim stylu, potężny a prawdziwy i szczery, to znaczy w niczem nie podobny do wszystkich dramatów i dramacideł, w których dała swe nieporównane kreacje i uzyskała sławę światową. Oddawna obrzydły jej te głośne serje przygód, niespodzianek, banalności i okropności, historje zbrodniarzy i aniołów, nędzarzy i bogaczy, detektywów, sądów, więzień, ucieczek i pogoni, nie mówiąc już o ciężkiej nudzie romansów, zazdrości, zdrad i pocałunków. Eva występowała tylko w najpierwszych wytwórniach Europy i Ameryki a jednak i tam produkowano nieraz tandetę, skleconą na efekt, okrywając pustkę i nicość treści bogactwem wystawy, sztuczkami kinowemi i grą Evy Evard. Postanowiła sama zabrać się kiedyś do rzeczy i pokusić się o to, by dać światu w jednym utworze pełnię piękna i szczyt wyrazu, wykorzystać nieograniczone możliwości ekranu. Przy swojem fachowem doświadczeniu, ze swoją kulturą, wyobraźnią, mogłaby stworzyć dzieło znakomite. Temat? Tematów miała mnóstwo, ale jej ruchliwe, rozpętane życie, ciekawość świata, mnóstwo znajomości oraz żmudna praca zawodowa nie dały jej nigdy skupić się nad tym starym już zamiarem. Kiedyż jak nie teraz będzie mogła oddać się pracy?
Niech się wlecze wojna, niech wreszcie zdycha