Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyrzec się wszystkiego i ruszyć w świat. Uciec? Tak jest, ucieknie od tych brudów.
Oszczercze feljetony o romansie generała Sittenfelda, o tajnej agenturze niemieckiej pod firmą Mundus-Filmu, o ultra szpiegu, niejakim van Trothenie, znanym filmiarzu, z którym pani Eva Evard była w najpoufniejszych stosunkach, o kino-komedji romantycznej „ucieczki“ przez granicę szwajcarską (przez lodowce!), o owych pięciu miljonach marek, które „znakomita przyjaciółka Francji“ rozważnie zdeponowała po drodze w Banco Commerciale Italiana w Bernie...
Były to już zupełnie wyraźne insynuacje, niemal denuncjacje — senator wystraszył się do tego stopnia, że mimo wrodzonego skąpstwa udał się do spelunki szantażu w odnośnej redakcji i po godzinie targów wyłożył z własnej szkatuły niezbyt wygórowany haracz i przeciął radykalnie dalszy ciąg przyczynków do „Peregrynacji wojennych znakomitej gwiazdy ekranu“.
Szantaż był oczywisty dla każdego z gorliwych czytelników tych sensacyjnych elukubracji, krzywda Evy Evard aż nazbyt krzycząca, a jednak we wrogiej lub obojętnej opinji nie nastąpił żaden zwrot.
Jakto?! Nikt, ale to nikt a nikt nie przyszedł do niej po tem wszystkiem, nie napisał do niej paru słów, nie złożył jej bodaj karty wizytowej? Eva była tem bardziej jeszcze zdumioną niż zgnębioną.
— Snać nie miała pani w tym naszym kochanym Paryżu prawdziwych przyjaciół — prawił sena-