Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i bohaterkę narodową bezprzykładnie ozięble a nawet drwiąco? Te ohydne salony... Te redakcje, skorumpowane przez „Tygrysa“...
Na szczęście jest człowiek, który stawi czoło nieludzkiej nagance szowinizmu i ignorancji i podniesie swój głos na całą Francję. Odsłoni prawdę. Przedstawi bezmiar ohydnej krzywdy. Zażąda zadośćuczynienia za zniewagę i nagrody za czyny bohaterstwa.
— Pani Evo, natychmiast staję do walki. Na szczęście położenie na froncie ustaliło się. Komitet Obrony Stolicy, do którego mam zaszczyt należeć, zwolni tempo swoich prac, które zabierały mnie w całości. Mam czas, jestem przekonany, że już po paru dniach zwyciężymy na całej linji, w istocie nieporozumienie polega na jakiemś kolosalnem głupstwie, które nawet nie zasługuje na miano absurdu... Jest to produkt wojny — ogłupienie masowe, nagminne, zaraźliwe. Bywa ono inspirowane, bywa i samorzutne, rodzi się z niczego i grasuje bez żadnej zasady ani przyczyny, gubi jednych, wywyższa innych, grzebie sprawy najsłuszniejsze a buduje fikcje, rujnuje przyzwoitych ludzi, służy hultajom... Pokolenia miną, zanim Francja otrząśnie się z tej zarazy, zgaśnie pamięć bohaterstwa i cześć dla krwi przelanej, a z ojców na synów i na wnuków przetrwa najpodlejsze nasienie wojny — upadek intelektualny i moralny społeczeństwa.
Na pytanie Evy co do położenia na froncie i widoków na najbliższą przyszłość senator Guillet-