Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


neutralnego państwa i nic sobie z tego nie robię.
— Brawo, Evo Evard! Śmiało powiedziane — precz z burżuazją! Ale jakże ty wytrzymasz bez ich zapowietrzonych salonów, ty biedna znakomita osobo?
— Poczekaj z parę dni, jeszcze się dowiesz o mnie ciekawych rzeczy!
— To prawda, że miałaś również romans z młodym cesarzem austryjackim? jaki on jest?
— Yvonne, co tu jeszcze o mnie gadali?
— Że pojechałaś w imieniu Anglji prowadzić rokowania o odrębny pokój z podwójną monarchją, ale że Niemcy cię przekupili...
— Ileż dostałam?
— Nie pamiętam, ale oczywiście bardzo dużo Deputowany Depéret, wiesz, ten co zbankrutował zeszłej jesieni na Liii Corbière i na jej teatrzyku „O-la-la“ na rue Blanche...
— Nie znałam tego pana.
— Podobno złożył wniosek, żeby cię nie wpuszczano więcej w granice Francji.
— A jednak jestem tutaj.
— Widzę, widzę. Oficjalnie nic ci nie mogą zrobić, ale wszystkie salony, tak zwane sfery, dygnitarze i cała bogata hołota zmówili się, żeby cię zbojkotować.
— Oho, Yvonne, robisz karjerę, jeżeli tak dobrze wiesz, co się tam u nich dzieje?
— Niestety, nie robię karjery, opowiadał mi to Pépi Thureau-Dangin, który mnie gnębi w tych cza-