Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jednostki, sprawy ponadludzkie. W nich tętni serce miljonów, w nich to odzywa się duch narodu.
Armje niemieckie stoją nad Marną! Zwycięstwo!
W obliczu rozstrzygającego ostatecznego zwycięstwa, ta wojna przestaje być krwawym absurdem i dopustem bożym, który za jedyne zadanie ma okazać ludzkości jakieś przyszłe ogromne cele.Mistyka! To prawda, rozmaicie można obracać faktami, można rozumować bez końca, ale wobec tego zwycięstwa nabierają znaczenia i sensu wszystkie za całe cztery lata cierpienia i ofiary niemieckiego narodu. I cokolwiek by gadać — on, szczątek ludzki, cudem utrzymany przy życiu, przeszyty tysiącem bólów, niepotrzebny już ani sobie, ani ludziom, może podnieść do oczu swe nieszczęsne ramiona pozbawione dłoni i powiedzieć z niezgłębioną pociechą; — Nie zginąłem na marne, i ja nie cały umrę w mojem plemieniu!...
W oddali, w cieniu platanów ukazał się major Darbois, pracowicie, cierpliwie mierząc aleję swemi kulami. Kapitan patrzał ku niemu z głębokiem współczuciem. Wiedział, że obaj są zarówno mądrzy i dostatecznie uodpornieni na taki czy inny obrót fortuny wojennej, ale wiedział zarazem doskonale, co się dzieje dzisiaj w duszy drogiego przyjaciela, tego Francuza. Jego ból mierzył własną swoją radością — ostatecznie wszyscy jesteśmy tylko ludźmi...
Kapitan chciwie wciągnął pierwszy dym z cygara, które przyjaciel na powitanie wetknął mu w usta i zapalił. Major złożył na ławce swoje ga-