Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


no mu odczuwać a nawet wyrażać swoich sympatji? Oczywiście, ale major spłonął tym dawnym, pierwotnym, stadnym, żywiołowym gniewem, który wydobył się z filozoficznego ujarzmienia. Jakże ciężko dźwigać w tych czasach powołanie mędrca, jak trudno utrzymać się na śliskiej drodze ku duchowemu udoskonaleniu...
Kapitan Kunert niecierpliwie poglądał w głąb ocienionej alei, oczekując przybycia przyjaciela. Znał już ostatnie komunikaty i komentarze prasy obu stron. W ciągu ubiegłych czterech dni wojna olbrzymiemi krokami zbliżyła się ku rozstrzygnięciu — zwycięski miecz niemiecki zatknięty na krwawem polu czterech lat walki nakaże pokój Europie i światu. Nastanie długi okres brutalnej przemocy, dalszy ciąg wojny wśród pozorów pokoju — biada zwyciężonym...
Biada i zwycięzcom! Kiedy odrodzi się ludzkość? Kiedyż rozpocznie się dostojne, chrześcijańskie współżycie narodów, jeżeli i ta najokrutniejsza z wojen za cenę miljonów poległych i nieprzeliczonych strat nie zostawi światu nauki, że podobne kolosalne zmagania się nie prowadzą do rozstrzygnięcia, że siły i możliwości przymierzy i sojuszów równoważą się... Że miljonowe armje, że miljardy pieniędzy, że nowoczesny materjał techniczny służą jednako obu stronom, zarówno jak nienawiść, szał zaślepienia i bohaterstwo tudzież łaska czy niełaska Pana Boga, który zda się aż dotychczas pomimo wszyst-