Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XVII

Major Darbois zakupił w kiosku przed dworcem paczkę gazet francuskich i niemieckich i czekał na peronie kolejki zębatej, uporczywie przyglądając się stalowej linie, która naprężona w powietrzu drgała w wysiłku dźwigając wagony i w pewnym stopniu pomagała mu odpędzić nieposkromioną żądzę ciekawości. Postanowił sobie nie zajrzeć do gazet aż zjedzie na sam dół, potem około piętnastu minut zabierze mu podróż na kulach aleją nad brzegiem jeziora do ławki pod platanami. Dyscyplina ta była dzisiaj potrzebną, gdyż w ciągu dwuch ostatnich dni nowa filozofja zawodziła a nawet kapitulowała haniebnie przed nawałą straszliwego realizmu wydarzeń.
Sąsiad w wagonie rozwinął swoją gazetę i major Darbois natychmiast odwrócił głowę, ale już ujrzał nagłówek, odbity literami olbrzymiego gotyku.
— Trzeci dzień ofensywy! Droga do Paryża stoi otworem!
Sąsiad niemiecki i filoniemiecki obywatel neutralnej Szwajcarji promieniał radością. Czyż nie wol-