Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XV

Front wypiętrzył się w fantastyczną linję ku zachodowi, ku morzu i wygiął się na południe, zaciężył, wisiał nad Paryżem. Zerwała się więź między armjami sojuszniczemi, w samym ich styku ziała pustka i nie było czem jej wypełnić. Armja angielska zdawała się być zniszczoną na długo, może na zawsze, bo gdy Niemcy uderzą jeszcze raz, zgniotą ostatnie resztki, otoczą i zmuszą do kapitulacji i wreszcie w czwartą rocznicę tej wojny staną nad morzem, do którego parli w olbrzymich bojach od początku. Już toczyły się spory o zniszczenie portów Boulogne i Calais, zanim wpadną w ręce nieprzyjaciela. Anglicy nastawali, Francuzi wzdragali się jeszcze...
Szala losów wojny przechylała się groźnie na stronę Niemców.
Jeszcze jedno potężne uderzenie i wypełnią się czasy — nadejdzie koniec. W wyniku czterech lat krwawego sporu, obustronnych zwycięstw i klęsk, miljonowych strat, nadludzkiego wysiłku, bohaterstwa, okrucieństwa, wszystkich cnót i wszelkich