Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/264

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


papierze wojennym, z fotografjami, z „autentycznemi“ listami, pełne potwornych łgarstw... Cała jej sława będzie wierutnym fałszem i to przejmowało ją wstydem i wstrętem. Stąd też płynął strach przed podobnym końcem.
Tembardziej dusza wydzierała się z niej do Paryża, zdawało jej się, że wyjechała z Francji przed wielu laty, gdy od tego czasu nie upłynęło i pół roku. Zatęskniła za rojowiskiem wielkich bulwarów i za wspaniałością bogatych dzielnic Etoile, la Mouette, parku Monceau, i za uliczkami starego miasta poza ratuszem, na wyspie św. Ludwika. Wabił ją gotycki zmrok witraży katedry Nôtre Dame, kościoła St. Germain d’Auxerrois i labirynt Louvre’u, gdzie miała swoje ukochane ołtarze świętości — Nike Samotrakęnską, Giocondę...
Stanąć na moście Pont des Arts w sercu miasta i spojrzeć na prawo i na lewo, wgórę i wdół Sekwany, ujrzeć panoramę Paryża ze szczytu Montmartre’u od Sacré Coeur, z Łuku Tryumfalnego, z tarasu parku w Meudon... Wiosna wśród polan i gajów Chaville, w lesie St. Germain en Laye, wiosna Francji — co za cud...
Gdy uprzytomniła sobie, że w tę czarowną porę narodzin wiosny pola, i lasy, i wzgórza, i rzeki słodkiej Francji są pobojowiskami, gdzie w słońcu, cieple i w świeżej zieleni codzień giną tysiące synów tej ziemi, zdjęły ją zgroza i żal i rozwarło się serce w zapamiętałem ukochaniu nieszczęsnego narodu, jakgdyby odezwała się w niej krew. ojca, którego da-