Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lane wielką zbrodnią, której też nie było. Gdyby zginęła, jej złowroga sława będzie fałszywą, a koniec Evy Evard — absurdem, tragifarsą. Będą ją wspominali narówni z Mata-Hari, tancerką jawajską, ale tamta przynajmniej czegoś dokonała, zarobiła na swoją śmierć. O niej to wspominał Sittenfeld, że godna była żelaznego krzyża i żołnierskiej mogiły a nad nią w dniu pogrzebu honorów wojskowych... Aż zazdrość...
Eva widziała olbrzymie nagłówki w Matin’ie, w Journal’u, obwieszczające jej bohaterską śmierć dla sprawy Francji. Pompatyczne frazesy gazeciarskie, fałsze zmyślone przez bezczelnych reporterów o jej doniosłych czynach, o jej fantastycznych przygodach, godnych brukowych romansów feljetonowych, o tysiącach żywotów żołnierskich, ocalałych dzięki jej informacjom i ostrzeżeniom... W Paryżu, w Londynie, w Rzymie, w Ameryce i na całym świecie tłumy cisną się na jej stare filmy, wznowione dzięki kolosalnej reklamie, jaką stworzyła jej śmierć. Francuski związek artystów filmowych, Syndykat wytwórców wraz z gronem jej przyjaciół olbrzymiemi klepsydrami ogłaszają uroczyste nabożeństwo żałobne, zapewne w Madeleine — i kto wie, czy kochany stary przyjaciel, gubernator wojenny Paryża nie odkomenderuje nawet na tę uroczystość jakiej półkompanji gardę municipale? Powstanie cała literatura o Evie Evard, o jej życiu, o jej genjuszu, o jej kreacjach i mnóstwo skandalicznych elukubracyj tandety w jaskrawych okładkach na najohydniejszym