Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ta mi już doskonale pomoże... Jaka pani naiwna! Czy pani zapomniała, że jest wojna?
Eva uparła się. Wyjechać? Owszem, sama miała ten zamiar, ale uciekać tak jak stoi, nagwałt? Nie! Nie znosiła przymusu. Pozatem nie mogła jeszcze uwierzyć, żeby jej groziło prawdziwe niebezpieczeństwo, van Trothen jest bezsprzecznie chory nerwowo, ale to nie znaczy jeszcze, żeby miał naprawdę popełnić jakieś szaleństwo.
— A cóż będzie z „Bogami Germanji“?
— Mój nowy wspólnik pan Kampf wypłaci pani resztę honorarjum, należność prześlemy w ciągu tygodnia na bank w Genewie.
— A dalsze zdjęcia?
— Pani Evo, nie pora na żarty! Uciekaj! Ratuj się, póki jeszcze można!
Ujął ją mocno pod rękę i podprowadził do samej ściany, odkręcił kontakt i pokój zalało ostre światło.
— Patrz! Był to jaskrawy kolorowany photos Evy z przedwojennego filmu „Tajemnica Domu Gry“. Bohaterka siedzi na ławie oskarżonych pod zarzutem morderstwa starego lorda Patstone. Przewód sądowy ukończony, już mówili prokurator i obrońca, przysięgli udali się na naradę. Eva zapatrzona na widownię, w jej twarzy legła już pieczęć śmierci. Dowody zbrodni są oczywiste i niezbite, a jednak każdy ujrzy w tych oczach prawdę — bohaterka jest niewinna. Wie, że zginie, wszystko jest przeciw niej,