Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Cudowny specjał! Któryż to z naszych cukierników wyrabia te pyszności? Chciałbym na urodziny żony...
— O nie, panie tajny radco! Znamy się na urodzinach żon tajnych radców, dyktatorów aprowizacji! Nie będę Judaszem temu zacnemu człowiekowi!
Tajny radca nabrał drugą porcję i, pochyliwszy się ku Evie, zaszeptał:
— Sądzę, że to chwilowe nieporozumienie, napewno go uwolnią. Z legacją sowiecką musimy być narazie w dobrych stosunkach... Sittenfeld zapomniał się fatalnie... Uniósł go afekt, zemsta na rywalu... Trudno mu się dziwić, ale z punktu widzenia interesów państwa jest to karygodne nadużycie władzy. Nasz genjalny hrabia Mirbach knuje z „Wcikiem“ w Moskwie kolosalną intrygę dyplomatyczną, która może zmienić postać Europy, a my tutaj...
— O czem pan mówi, panie radco?
— Jakto o czem? O sprawie księcia Uchmatowa.
— A co się stało? Nie widziałam go od paru dni...
— To niesłychane! Ależ aresztowano go przed trzema dniami!
Eva była zdumiona. Niemniej zdumiony był i tajny radca. Zatrwożył się, zaszeptał.
— Jakto? Jakto? Pani nie wiedziała? Cały Berlin o niczem innem nie mówi, cały Berlin się zaśmiewa z generała. Gdyby nie cenzura wojenna, wyobrażam sobie, co za arcydzieło dałby nam Gulbransson