Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Niech żyje zwycięski czerwiec! Słyszeliśmy to samo w zeszłym roku.
— I w 1916-ym!
— I w 1915-ym!
— Otóż mój porucznik twierdzi, że tym razem czerwiec jest murowany. Zwycięstwo nastąpi w połowie czerwca, ale na przyszły rok.
— Co? Kiedy?!
— Boże sprawiedliwy...
— W roku 1919-ym, zupełnie serjo.
— Możemy czekać spokojnie. Zdążymy wszyscy powarjować.
— Ha — ha!...
— Pani Evo, proszę posiedzieć u nas do tego czasu, zobaczy pani monstrualny film.
— Czy już teraz nie jest on dosyć sensacyjny? Mnie wystarcza i to co widzę, doskonale się bawię.
— Pani Evo, jeszcze nic nie widać! Rzeczy niesłychane tają się u nas w ukryciu, nurtują pod powierzchnią życia, pod wszelkiemi pozorami ładu, spokoju, instynktu moralnego społeczeństwa, pod okiem niemieckiego Boga, tudzież policji. Ale kto zaręczy, że jutro nie nastąpi eksplozja? Wylecą w powietrze wszystkie narodowe ideały i najwyższe głowy.
— Germanja jest w ósmym miesiącu ciąży, należy się spokój wielkiej matce, czekajmy z ufnością, a kto nie może, niech czeka z rezygnacją. Zobaczymy.
— Jesteśmy w czwartym roku tej ciąży! Niem-