Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a znacząco, zresztą zainteresowanie towarzystwa przeniosło się niezwłocznie na Evę.
— Pani widzi, stary dostał małego bzika — szepnął jej socjaldemokratyczny poseł do parlamentu Noodt. — Pani nieszczęśliwy wielbiciel machnął srogie głupstwo, to jest możliwe tylko u nas, przy horrendalnem rozpanoszeniu się soldateski. Ten poczciwiec gotów dostać na stałe manji prześladowczej. I powiedzieć, że byli starymi przyjaciółmi... Tamten łotr — przepraszam panią — przy szachach i butelce wina wyciągnął z niego jakieś niepoczytalne brednie i wsadził go, uszczęśliwiony, że nareszcie udało mu się nakryć wielki spisek...
— Z naszym starym oddawna działo się coś niedobrego, przemęczenie, kłopoty, no i wojna przedewszystkiem, ja jako lekarz obserwuję niezliczone wypadki psychozy podobnego rodzaju, dojrzewało to w ciągu czterech lat a teraz zwali się na nas masowo.
— Przypuszczam, że niebawem wszyscy zwarjujemy. Niepodobieństwo wytrzymać dłużej...
— Mój znajomy, bardzo ustosunkowany porucznik, zdradził mi szeptem wielką tajemnicę Głównej Kwatery, oto ostateczne zwycięstwo nastąpi w połowie...
— Czyje zwycięstwo?!
— Nasze, oczywiście — nastąpi w połowie czerwca...
— Blaga! Znamy się na tem! Świństwo!