Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pani gra, jest straszne, stałem pode drzwiami... To było przerażające, niech się pani nie dręczy...
Odjął jej ręce od klawiatury, były posłuszne, bezwładne. Spojrzała nań z rozdzierającym smutkiem.
— Grałam o mojem nowem nieszczęściu, pan wie, co się stało? Niema go tam. Ani w Szkocji, ani nigdzie w całej Anglji, co gorsza, nieznany jest i w obozach we Francji, bo i tam pisałam, wszak mógł go równie dobrze wyratować statek francuski... Wrócono mi listy ze strasznemi oficjalnemi dopiskami. Poco ja nieszczęsna pisałam? Panie Helm, gdzież on, na Boga, może być? Boję się, boję się...
Czepiała się jego rąk, tuliła się do niego. Opowiadał jej o zawikłanej organizacji centrali dla jeńców, o ustawicznych błędach w ewidencji, przytaczał wypadki i przykłady, skłamane na poczekaniu, i mimowoli przesuwał ręką po jej głowie, pocieszał ją jak spłakane dziecko. Dotknięcie jej włosów sprawiało mu niewysłowioną, świętokradczą rozkosz. Zdawało mu się, że w tej chwili przebył niezgłębioną przepaść, dzielącą go od niej. Rozwiał się dawny, święty urok Rity, ogarniał go nowy czar, uwielbienie rozkoszne i śmiertelnie beznadziejne. Już przemknęło się w szaleńczej wizji to, co jeszcze nigdy nie postało mu w głowie, i wiedział, że już nie odejdzie z myśli. Zostanie między nimi jak było, nigdy Rita nie usłyszy jego wyznań, błagań, a mimo to wszystko się między nimi