Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niesłychany, pański raport nie znalazł tam wiary, w II Oddziale mają wprost przeciwne informacje, zresztą nie o to teraz idzie. Wczoraj otrzymaliśmy dla pana rozkaz, który musi być wykonany terminowo — najdalej do tygodnia.
— Słucham.
— Pomimo wszystko, co pan pisał w raportach i co pan powtórzył mi teraz jeszcze, profesor Wager uważany jest tam u góry za straszliwego czarownika, który gotuje dla koalicji cios ostateczny. Nowa substancja, która wedle pańskich informacyj nie istnieje, ma swem działaniem zabójczem przekraczać wszystko, co dotychczas wynaleziono w tej mierze lub nawet dopuszczano jako możliwe.
— Głupstwo!
— Owszem, ale to nic nie znaczy, rozkaz jest wyraźny i musi być wykonany.
Abbegglen przyciszył głos, wpatrzył się w Claude’a przenikliwie, nasrożył się i szeptał dobitnie, pomagając sobie energicznem postukiwaniem pięścią w stół.
— Ma pan wydostać i zbadać tajne notatki, dotyczące Podwójnego Żółtego Krzyża...
— Niema nic podobnego...
— Wszystko jedno. Wykradnie pan te papiery, gdyż profesor mógł utaić przed panem swoje odkrycie. A niezależnie od nowego odkrycia samo istnienie tego człowieka — jeżeli można tak nazwać podobnego potwora — zagraża armjom sprzymierzonym...