Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wszechświecie „Rasę Panów“ i cudowną harmonijną strukturę społeczną Cesarstwa, które daje Niemcom możność i pewność zwycięstwa nad całą Europą. Ekonomiści, piętrząc cyfry, żonglując miljardami, domagali się ekspansji niemieckiej i gospodarczego podboju oceanów i lądów. Moraliści, etycy usprawiedliwiali wszystkie gwałty i pchali do nowych, szczycąc się nazwą Hunnów, nadaną przez całą ludzkość wodzom i żołnierzom, którzy przeszli przez Belgję... Matematycy dokonywali genjalnych wyliczeń, aby oszukać własne społeczeństwo i dowieść naocznie, że rezerwy nieprzyjacielskie stopnieją znacznie wcześniej, zanim Niemcom zabraknie żołnierzy. Cóż mówić o literaturze, o sztuce... Znamy te oficjalne podżegające ody, nędzne dramacidła, fałszowane epopeje okopów, bohaterskie hymny, dostajemy tego wbród na froncie, bo to pisane dla nas. Szydzi z tej na obstalunek gryzmolonej literatury propagandowej cały front — nawet ostatni najgłupszy kucharz kompanijny. A bezczelne afisze, malowane przez bezdusznych utalentowanych artystów? Są one błazeństwem i zniewagą wobec grozy wojny i urągowiskiem ze strasznej doli żołnierza...
Twoje szczęście, drogi wuju, że masz za specjalność pająki, gdyby nie to i ty wystąpiłbyś do boju... Ale doprawdy nie mam ochoty do żartów. Ten mój stary biedny ojciec, czciciel wiedzy i Hohenzollernów, który pomimo naszych wiecznych kłótni jednak czasami usiłował mnie zrozumieć... Ten mądry, szlachetny człowiek... Czy on wie, czy przy-