Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiek olbrzymiej przyszłości, „zły żołnierz“ — Liebknecht... Odgrodzić się od wojny i od świata, odpoczywać, zapomnieć — a potem myśleć w samotności, w czterech ścianach, myśleć całą potęgą nad tem, co ma być dalej. Zawieszenie broni, pokój, demobilizacja, amnestja — i oto nadchodzi wreszcie godzina Kurta Wagera. Plan również rozumny i uczciwy jak pójść do niewoli. Ale teraz już wiem, że i tego nigdy nie uczynię.
Dlaczego?...“

„...Spotkał mnie wielki zaszczyt, raczył ze mną rozmawiać przez całe pięć minut jego ekscelencja sam dowódca korpusu. Byłem wywołany z szeregu przez mego kapitana, który mnie przedstawił panu majorowi dowodzącemu baonem, a ten powierzył mnie dowódcy pułku. Pan pułkownik zaprowadził mnie do komendanta brygady, poczem zabrał mnie generał dywizji i przedstawił samej ekscelencji. Jestem wielką osobliwością, jedyną na cały korpus, mam zaszczyt być synem tajnego radcy — „Twórcy Zwycięstwa“ — samego profesora Wagera. Najadłem się komplimentów za ojca, za jego „Żółty Krzyż“ i za setki tysięcy zaduszonych i oślepionych przez niego Francuzów, Anglików i Moskali... I stał się cud w cesarskiej armji — ekscelencja raczyła podać rękę mnie, prostemu kapralowi! Stałem na baczność jak wryty i nie mogłem przemówić ani słowa, zapomniawszy języka w gębie. To też gdy ekscelencja wyraził zdziwienie, że nie jestem jeszcze oficerem,