Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wróżka obudzi znękanego człowieka, sponiewieranego przez zmorę wojny i okaże mu piękno i łaskawość świata i powie — ocknij się i żyj! A wojna — to zły sen...
Ale taka wycieczka zwie się dezercją, bo wgórze Czeremoszu, w tym kraju baśni stoją właśnie Moskale. Dawniej często rozważałem ten problemat — dlaczego się dotychczas nie poddałem, pomimo tylu sposobności? Czyż może być coś prostszego, jeżeli się chce wyjść poza żelazne koło udręki, zrzucić ze siebie hańbę przymusu, oszukać wojnę? W mojem osobliwem położeniu byłoby to jedyne wyjście ze sprzeczności nie tylko logiczne, ale i nawskroś uczciwe. Teraz już nie zaprzątam sobie głowy, wiem, że tego nigdy nie zrobię. Dlaczego?
Możnaby inaczej.
— Panie kapitanie, melduję posłusznie, że nie będę wieszał hucuła i żyda, gdyż nie zgadza się to z moim honorem i sumieniem!
— Co?! Kapral Wäger odmawia posłuszeństwa?! Kapral Wager chce pójść pod sąd połowy?!
— Tak jest, panie kapitanie!
Rozstrzelanie. Ale może być więzienie. Wreszcie wynik najłagodniejszy — bataljon karny. Dałoby się wymanewrować tak, żeby wypadło pięć do dziesięciu lat więzienia. Toby mi najbardziej odpowiadało. Iluż moich towarzyszy siedzi po więzieniach za niesubordynację, za występną agitację w szeregach! Siedzi za kratą nasza chluba i nadzieja, czło-