Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niec epopei. W tym stanie psychiki ludzkiej teoretycznie wojna może trwać do nieskończoności, to jest aż do zupełnego wyczerpania materjalnego, czyli całkowitego wyrżnięcia gotowego mięsa armatniego, spotrzebowania zasobów chleba, węgla, nafty i tak dalej, i tak dalej, tudzież — pieniędzy. Powszechne zbydlęcenie i ogłupienie ludzkości daje pewność, że Ludendorffom i Joffrom nie zabraknie mężnych żołnierzy i lojalnych obywateli.
Dwa lata! I cóż się staje z ugruntowanem w człowieku pojęciem o tak zwanym czasie? Dwa lata wojny — czy to dużo, czy mało? Jak mierzyć te lata? Chwilami wydaje mi się, że wciąż jestem dopiero w początkach mego zawodu żołnierskiego, gdyż ów 1 sierpnia był jakby wczoraj... Chwilami mam przeświadczenie wewnętrzne, mocniejsze niż rozsądek i wszystkie fakty — że urodziłem się w toku odwiecznej nieprzerwanej wojny, że żołnierzem był mój pradziad i dziad i ojciec, a skolei i ja gdym podrósł stanąłem w szeregu. Okropna nuda wojny wlecze się za mną jak poczwarne obciążenie dziedziczne pokoleń i stuleci. I nędzny ludzki rozum wmawia we mnie, że to zaledwie dwa lata...
Koniec lipca 1914. Byłem i ja jako członek delegacji partyjnej na epokowej manifestacji międzynarodowego braterstwa proletarjatu w Brukseli. Wraz z dziesięciu tysiącami towarzyszy dusiłem się, pociłem w ścisku olbrzymiego cyrku, i ja wrzeszczałem do utraty głosu — precz z wojną, proletarjat nie dopuści do przelewu krwi! Na trybunie Jaurès... Pa-